Dzieci,  Lifestyle

Dlaczego moje dziecko ciągle jest chore!?

Zapewne niejedna mama zadaje sobie to pytanie przy kolejnej infekcji jaką dziecko przynosi do domu ze żłobka, przedszkola, klubiku dziecięcego i innego miejsca gdzie takie coś można złapać.
Sama jestem mama 5 latka który tak naprawdę od wczesnego dzieciństwa bardzo choruje, na rożne rzeczy od chorób zakaźnych po zwykłe przewlekłe zapalenie gardła.

Skąd biorą się infekcje?

Wszystko zaczęło się od pójścia dziecka do żłobka. Miał wtedy 7 miesięcy- tak wiem, jest to wiek dość kontrowersyjny jeżeli chodzi o wysyłanie dziecka do żłobka, ale temu poświecę w przyszłości osobny artykuł. Wracając jednak do tematu – pierwsza choroba przyszła około miesiąc po pobycie w żłobku. Był to żłobek prywatny, na opiekę absolutnie narzekać nie można, ale już wtedy zauważyłam u innych rodziców bardzo luźne podejście co do zachowań chorobowych ich własnego dziecka. Często w szatni widziałam dzieci kaszlące, czerwone, zapłakane, kichające i tym podobne. Jednak ostatecznie te dzieci wchodziły na tą samą sale zabaw co mój syn, bawiły się z nim tymi samymi zabawkami. Niestety nie ma tutaj co obwiniać o to dzieci, bardziej rodziców, którzy często nieświadomie (mam nadzieje że tych nieświadomych jest większość, ponieważ jeżeli są świadomi świadczy to o tym że świadomie narażają inne dzieci na chorobę) zaprowadzają do żłobka, lub przedszkola dziecko u którego rozwija się własnie infekcja. Od innych mam usłyszałam kiedyś że spotykały w żłobkach swoich dzieci w szafkach pochowane syropy przeciwgorączkowe, które rodzice podawali dzieciom przed wejście do sali żłobkowej lub przedszkolnej.

Jest to z mojego punktu widzenia niedopuszczalne, ALE staram się zrozumieć co w głowie może mieć taki rodzic. Może nie ma nikogo innego kto mogły zając się dzieckiem, może sam nie może wziąć na nie opieki ponieważ zostanie przez to zwolniony, może boi się że przez nieobecność starci na przykład premię uznaniowa, która jest mu w tym miesiącu bardzo potrzebna?

Czy mogę mu jakoś pomóc?

Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale właśnie przez takie sytuacje te zdrowe dzieci przynoszą do domu masę chorób i infekcji i tak naprawdę bardzo ciężko jest im nabyć, lub odbudować odporność.
Na własnym przykładzie powiem wam, że moje dziecko przez pierwszy rok chodzenia do żłobka antybiotyk przyjmowało około 10 razy – czyli wychodzi to około 1 antybiotyk miesięcznie. Jest to wynik wręcz tragiczny ponieważ każdy antybiotyk znacznie obniża odporność dziecka i pozbawia go flory bakteryjnej.

Po konsultacji z lekarzem rodzinnym, który moje dziecko zna od urodzenia i zna też historie jego chorób po 2 roku życia zdecydowaliśmy się oprócz tradycyjnej suplementacji witaminy D oraz C podać dziecku szczepionkę doustną na odporność. Podaje się ją przez 3 miesiące w okresie letnim aby dziecko było odporne zimą na choroby. U nas to zadziałało. Szczepionka nazywała się ISMIGEN. Jej koszt to ok . 100zł za 3 miesięczną kuracje. Jednak uważam że warto zainwestować w to pieniądze ponieważ u nas w okresie jesienno-zimowym po podaniu tej szczepionki antybiotyk pojawił się jedynie 2 razy. Biorąc po uwagę wcześniejsze nasze doświadczenia był to wynik wręcz zaskakujący. Od tego czasu lek ten stosujemy co roku w okresie letnim i tych chorób jest znaczniej mniej!

Lepiej zapobiegać niż leczyć…

A wam rodzice polecam – nie denerwujcie się, często to nie Wasza wina że Wasz szkrab choruje – często przynosi to do domu spotykając się nawet na ulicy z przypadkowymi ludźmi. Wy jako rodzice musicie mu pomoc przede wszystkim wzmacniając jego odporność- podstawą jest suplementacja witaminy C i D, ale systematycznie i dobrej jakości. Jeżeli nic to nie pomaga możecie też wykonać badania laboratoryjne aby określić poziom tych witamin w organizmie dziecka.


A do Was drodzy rodzice, zagubieni często świadomi bądź nie że u dziecka zaczyna się infekcja mam prośbę – zastanówcie się czy jest sens ryzykować zdrowiem własnego dziecka z tytułu lęku o utratę pracy. Sama często bałam się zwolnienia z tytułu choroby dziecka i częstego przebywania na L4 – przez długi czas byłam sama nie miałam pomocy z niczyjej strony, ale co miałam zrobić? Miałam pozwolić na to aby moje dziecko kaszlące, zakatarzone i osłabione siedziało 9h w żłobkowej, lub przedszkole sali i walczyło samo ze sobą żeby dać rade? Jest to tak naprawdę najgorsze co możecie zrobić. Dlatego zawsze w takiej sytuacji zamiast do przedszkola, jedzcie do przychodni, na pewno to wyjście jest lepsze dla Waszego dziecka, ale też Waszego spokoju psychicznego.

Karolina

Jestem kobietą, mamą, partnerką, która dzięki temu miejscu chce pokazać siebie i to jak postrzegam otaczający mnie świat. Mam 26 lat, kochającego partnera, oraz 5 letniego, niesfornego, lecz cudownego syna.

Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Agnieszka
6 miesięcy temu

Chociaż nie mam dzieci to wiem jak to jest, bo jako dietetyk robiłam praktyki w żłobku/przedszkolu i lubiłam pomagać na sali dziewczynom to szczerze mówiąc te maluchy nie są nauczone ani mycia rąk ani żadnych higienicznych rzeczy. Zdarzali się nawet tacy co 3-4latkom jeszcze pampersy kazali zmieniać w przedszkolu. I przez to rozsiewają wszędzie zarazki (braki w higienie) i później my jesteśmy chorzy lub nasze maluchy :/

Koralina
6 miesięcy temu

nie miałam tego problemu, ale moi znajomi często borykali się z tym problemem

Gabriela
5 miesięcy temu

Ja chorowałam do 10 roku życia, na 10 urodziny dostałam psa, zaczęłam z nim wychodzić kilka razy dziennie i chorowanie zniknęło. No może nie zniknęło, ale ilość przeziębień zmniejszyła się do 2-3 razy w roku, a już na pewno nie chorowałam w wakacje <3
 
Do żłobka i przedszkola nie chodziłam, ale pamiętam, że w zerówce chwilę pobyłam, a potem zachorowałam na zapalenie oskrzeli, nadal pamiętam ten straszny ból podczas zastrzyków w tyłek, jeszcze zanim trafiłam do szpitala.