Lifestyle

Rozwiodłam się i mam święty spokój!

Rozwód – słowo mocne, nasycone emocjami, głownie negatywnymi. Bo jak to jest, że dwójka kochających się na zabój ludzi nagle staje się najgorszymi wrogami? Co jeżeli z tego związku urodziły się dzieci? Jak żyć dalej po traumie sprawy rozwodowej?

A miało być tak pięknie..

U mnie wyglądało to mniej więcej tak – byłam na studiach w dużym mieście, dopiero uczyłam się samodzielnego życia, nie miałam rodziny, dopiero zdobywałam nowych przyjaciół. W końcu poznałam jego, człowieka tajemniczego, ale pewnego siebie, był rok starszy ode mnie. Od razu wzajemnie przypadliśmy sobie do gustu, przynajmniej tak mi się na początku wydawało. Etap poznawania siebie nawzajem był tak naprawdę bardzo przyśpieszony, mieszkaliśmy niedaleko siebie, widywaliśmy się prawie codziennie, przy tym bardzo dobrze się dogadując. Poznawałam jego znajomych, jego zwyczaje i odpowiadało mi to, wydawało mi się, że dobraliśmy się idealnie.

Zaczęło się to początkiem roku kalendarzowego. Mieszkałam w akademiku, zbliżały się wakacje. Tak samo jak we wcześniejszych latach na wakacje wyjeżdżałam do pracy w turystyczne rejony Polski. Głownie były to góry – Zakopane. On oczywiście zadeklarował że jedzie tam ze mną ponieważ nie wyobrażał sobie 3,5 miesięcznej rozłąki. Tak też zrobiliśmy. Pojechaliśmy. Ja pracowałam, on ciągle tej pracy szukał. Nie udawało się. W miedzy czasie zaczęły pojawiać się u mnie mdłości, osłabienie itp. Diagnoza była jedna – ciąża. W sumie byłam zadowolona, wydawało mi się że trafiłam na człowieka swojego życia, ale jednak miałam jakieś obawy że zaraz spakuje się i odejdzie.

Nie zostawił mnie jednak, ja natomiast zostawiłam prace i wróciłam do miasta w którym studiowałam, ponieważ lekarz zabronił mi pracować. Wynajęliśmy mieszkanie i teoretycznie miało być dobrze. Jednak posypało się pierwszy raz na miesiąc przed moim porodem. Odszedł na 3 miesiące, więc wyprawkę, poród, połóg przeżywałam sama. Sama z małą istotą, która nie do końca wiedziała co się dzieje.

Życie to nie bajka

Po 3 miesiącach od jego odejścia wrócił. Wrócił do mnie i dziecka, a ja go przyjęłam, bo nadal byłam w nim zakochana. Nie widziałam tego co było złe, cieszyłam się że chcemy stworzyć rodzinę. Z dzieckiem miał kontakt idealny, zajmował się nim, pracował, więc powinnam się tylko cieszyć, jednak nie do końca było różowo. Dlaczego? Dlatego że zaczęły w tej idealnej codzienności pojawiać się kłótnie i sprzeczki, o rzeczy najczęściej nieistotne. Ale męczyły mnie one psychicznie i wyczerpywały, jego pewnie też, ale na pozór wszystko było dobrze.

Wielkimi krokami zbliżał się chrzest naszego syna, a ja wpadłam na pomysł może dla wielu ludzi idiotyczny, ale namówiłam mojego wtedy narzeczonego na ślub w tym samym terminie. Tak bardzo dążyłam do tego żeby mój syn miał pełną rodzinę, której ja sama nigdy nie miałam, że ślepo wierzyłam w mojego przyszłego męża. Wierzyłam że chce dla mnie i dziecka jak najlepiej. Ten wyczekiwany ślub wzięliśmy, w ten sam dzień kiedy nasz syn przyjął Chrzest Święty, było względnie w porządku, tak przynajmniej mi się wydawało. Kłótni było czasami mniej czasami więcej, niestety wszystko przepadło dokładnie jeden dzień przed nasza pierwszą rocznicą ślubu. Dlaczego? Ponieważ mój jeszcze wtedy mąż odszedł drugi raz, odszedł zostawiając mnie samą z dzieckiem które miało 1,5 roku. Płakałam, obwiniałam się, biłam się z myślami co robić dalej. Tkwiłam w małżeństwie które tak na poważnie nawet nie istniało.

Czy to już definitywnie koniec?

Decyzję o rozwodzie podjęłam po 4 latach nieobecności w naszym życiu mojego męża. Jedyny sposób w jaki interesował się dzieckiem to kontakt telefoniczny. Nie odwiedzał, nie zabierał, nie płacił na dziecko alimentów, ani nie dokładał się do jego utrzymania. Ja w między czasie znalazłam pracę, skończyłam studia i żyłam sama. Sama z szybko rosnącym brzdącem, który chciał wiedzieć coraz więcej.

W byłej pracy poznałam mojego aktualnego partnera, który w znaczny sposób zmienił moje postrzeganie świata. To dzięki niemu zobaczyłam, że mój jeszcze wtedy mąż nie jest taki idealny za jakiego go miałam, i tak naprawdę jedyną osobą na jakiej mu zależy jest on sam. To dzięki pomocy mojego partnera złożyłam pozew o rozwód i alimenty na dziecko.

Na sprawę rozwodową czekałam prawie rok, ale udało się. Mój biedy mąż który nie łożył na dziecko, na rozprawę przyszedł z adwokatem. Wnioskowałam o rozwód bez orzekania o winie, alimenty 800 zł i ograniczenie mu władzy rodzicielskiej. Przed rozprawą jego adwokat powiedział że on z pomocą rodziny zobowiązuje się płacić mi 500 zł i jeżeli zgodzę się na tę kwotę, on zgodzi się bez problemu na pozostałe warunki pozwu. Tak też zrobiłam, zgodziłam się na mniejsze alimenty. Rozprawa trwała 15 minut, na pytanie sądu „czy kocham męża” odpowiedziałam zgodnie z prawdą że nie, za to mój były mąż w tym zdaniu mnie zaskoczył, wyglądało to mniej więcej tak:

  • Proszę Pana, czy kocha Pan żonę?
  • Nie wiem, nie żyję z nią już 4 lata.
  • W takim wypadku, kto jak nie Pan ma wiedzieć?

No właśnie, kto. Ja byłam pewna swojego zdania, sąd chyba też uwierzył w to co mówiłam, bo rozwód został orzeczony. Jednak mój były mąż nie miał nawet w planach płacić na utrzymanie dziecka mimo wyroku Sądu. Oczywiście podałam jego zadłużenie do Komornika Sądowego, jednak on oficjalnie nie pracuje, a ja nie mogę pobierać alimentów z funduszu alimentacyjnego ponieważ przekraczam kryterium dochodowe. Niestety tak mamy skonstruowane prawo.

Jak to jest być rozwódką?

Nie umiem jeszcze jasno odpowiedzieć na to pytanie sama przed sobą. Po małżeństwie jeszcze wiele złych przyzwyczajeń i zachowań we mnie zostało. Miałam ogromny problem z zaufanie partnerowi po tym wszystkim. Jeżeli chodzi o syna, na nim odbiło się to na pewno ale nie jakoś bardzo poważnie – jego ojciec zniknął, nie słuchał już kłótni, po prostu tylko dzwonił. Potem sam przestał chcieć z nim rozmawiać. Teraz jako ojca traktuje mojego partnera, który tego ojca zastępuje w 100 procentach. I tak żyjemy sobie już prawie 2 lata w patchworkowej rodzinie, po rozwodzie jestem ledwo 2 miesiące.

Pamiętajcie jednak kobiety, że żadna z nas nie zasługuje na złe traktowanie przez mężczyznę. Żaden mężczyzna nie jest wart naszych łez, a jeżeli taki kiedyś się znajdzie, sprawi że nie uronicie ani jednej.

Karolina

Jestem kobietą, mamą, partnerką, która dzięki temu miejscu chce pokazać siebie i to jak postrzegam otaczający mnie świat. Mam 26 lat, kochającego partnera, oraz 5 letniego, niesfornego, lecz cudownego syna.

Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Aleksandra
4 miesięcy temu

Cieszę się, że podzieliłaś się z nami tą historią. Takie posty lubię czytać najbardziej.
Dobrze napisałaś na końcu, że żadna kobieta nie powinna być źle traktowana – zgadzam się z Tobą w 100%. Najważniejsze, że wszystko się ułożyło i teraz jesteś szczęśliwa! ♥

Ola
4 miesięcy temu

Wooow, super, że napisałaś wpis o swoich tak ciężkich przeżyciach. To powinno pomóc co po niektórym kobietom.

Wiktoria
Wiktoria
4 miesięcy temu

Ja niby w podobnej,a jednak zgoła innej sytuacji. Przyspieszony etap poznawania. Ciąża. Wspólne mieszkanie. Jego zdrada. Pierwsze rozstanie. Powrót, bo jak wychowywać dziecko samotnie? Tyle, że on dalej zdradzał. Nie próbował zajmować się dzieckiem. Moja praca i jego okradanie mnie. Ja zmęczona, wykończona, psychicznie zdeptana i wymięta. Bezsens. Wszechogarniający smutek. Brak wiary w siebie. Kłótnie. Kolejne rozstania i powroty. Kolejna ciąża. I nagle dotarło do mnie, że on nie jest potrzebny ani mi ani dzieciom… Bo w żaden sposób nie próbował dokładać się do utrzymania, nie robił w domu nic, nie zajmował się staraszym dzieckiem (więc logiczne było dla mnie… Czytaj więcej »

Natalia
4 miesięcy temu

Podziwiam kochana za chęć podzielenia się z nami swoją historią.
Choć temat jest mi kompletnie obcy, myślę, że warto poznać stanowiska innych osób. W życiu niestety nie zawsze jest kolorowo, trzeba mieć tego świadomość.

Dobrze, że udało Ci się zbudować zupełnie inną, zdrową relację 🙂
Pozdrawiam serdecznie!

trackback
4 miesięcy temu

[…] się jak jeszcze byłam z moim byłym mężem (dlaczego byłym możesz przeczytać w moim wpisie “Rozwiodłam się mam święty spokój!”). Przytyłam w momencie rozpoczęcia terapii hormonalnej lekami antykoncepcyjnymi. Najzwyczajniej w […]