Dzieci

Samotny poród to trauma?

Wydaje mi się że ten temat jest bardzo ważny szczególnie teraz przy trwającej pandemii, gdzie w większości szpitali wstrzymane są porody rodzinne. Ja 5 lat temu rodziłam sama, ponieważ tak jak pisałam Wam w innym poście (o tutaj!) mąż zostawił mnie dosłownie miesiąc przed porodem, bez skompletowanej wyprawki.

Nastawienie wiele znaczy

Ja ta jak Wam pisałam, miałam stosunkowo bardzo mało czasu na przygotowanie torby do szpitala, czy w ogóle wyprawki dla dziecka, nie wspominając o rzeczach dla siebie niezbędnych do szpitala. Jakieś podstawowe rzeczy miałam kupione, więc o siebie nie martwiłam się tak strasznie bo na upartego rodzić można nawet w starej piżamie, na sali porodowej nikt nie patrzy na to jak wygląda rodząca.

Z racji tego, że była to moja pierwsza ciąża, po tym jak zostałam sama, poród zaczął przerażać mnie jeszcze bardziej, wcześniej z byłym mężem ustalaliśmy że będzie ze mną na sali porodowej, teraz wiedziałam że zostałam z tym sama. Nie chodziłam do szkoły rodzenia, mieszkałam sama, bałam się że jak zacznę rodzić nie zdążę załatwić sobie transportu do szpitala. Nie ma rodziny więc w grę wchodziła taksówka, znajomi albo karetka. Przez ten miesiąc starałam się na spokojnie przygotować do tego porodu, powoli pakowałam torbę, brakujące rzeczy kupowałam stopniowo na mieście, żeby nie dźwigać jednocześnie wielu rzeczy, wózek zamówiłam przez internet. Jeżeli chodzi o torbę do wózka już 3 tygodnie przed planowanym terminem stała gotowa, spakowana, ponieważ gdyby okazało się że zacznę rodzić wcześniej i musiałaby zabrać mnie karetka chciałam żeby wszystko było gotowe.

Zaczęło się niespodziewanie!

Podczas ciąży kończyłam semestr na studiach licencjackich. Dzień przed akcją porodową zaczęły się u mnie skurcze przepowiadające. Pamiętam jakby to było dzisiaj, czwartek, czas spędzałam na uczelni a brzuch raz na kilka godzin mnie pobolewał, nie kojarzyłam tego wtedy jeszcze ze skurczami. Poszłam spać, w nocy 3 razy obudziły mnie ogromne bóle brzucha które potem mijały, nadal nie wiązałam tego z porodem. Rano odszedł mi czop śluzowy, brzuch też czasami pobolewał, jednak normalnie wybrałam się na uczelnie na 8 rano, musiałam, bo miałam do przedstawienia prezentacje zaliczeniową. Skurcze nadal pojawiały się i to coraz częściej.

W okolicach godziny 16 zadzwoniła do mnie teściowa, która mieszkała około 100km ode mnie, wypytać jak się czuje i czy nie dzieje się coś złego. Powiedziałam jej wtedy o bólach brzucha które wtedy strasznie się nasiliły. Zapytała „Czy ten brzuch jak Cię boli to aż tak że się zginasz?” odpowiedziałam, że TAK. Kazała mi za każdym razem mówić jak taki skurcz będę miała, po czym oceniła że skurcze są regularnie co 5-7 minut i czas najwyższy zbierać się do szpitala. Tak też zrobiłam. Zadzwoniłam do kolegi, który przyjechał w 5 minut i zawiózł mnie do szpitala, do którego miałam skierowanie. Około godziny z tymi skurczami siedziałam i czekałam na ginekologa który przywitał mnie zdaniem „pani na prawdę rodzi?”. Miałam ochotę odpowiedzieć „nie, przyjechałam na żarty”.

Pojechałam na wózku na trakt porodowy, wypełniłam dokumenty, położne kazały mi pójść się wykąpać ponieważ łagodzi to podobno skurcze. Tak też zrobiłam, trochę pomogło ale tylko na chwile, najgorsze były bóle krzyżowe, ale pomogła złagodzić mi je inna położna pokazując co robić jak się zbliżają. Po godzinie na trakcie porodowym odeszły mi wody i zaczęła się właściwa akcja porodowa. Był przy mnie lekarz, 2 położne i pielęgniarki, ile ich było dokładnie nie pamiętam, ale kilka. Mój syn urodził się w 15 minut od odejścia wód płodowych, więc jakoś nie miałam okazji zapamiętać szczegółów. Ale brakowało mi kogoś na tej sali porodowej, kto po całej tej akcji by mnie przytulił, ale niestety nikogo nie było, więc przytuliłam się do własnego syna, którego lekarz położył mi na brzuchu. Było to najpiękniejsze uczucie jakiego w życiu doświadczyłam.

Gdybym miała wybór, na pewno chciałabym aby poród przeżyć z osobą którą kocham, nie samotnie. Czy go żałuję? Z pewnością nie, ponieważ to nie ja zawiniłam bycia tam sama, a urodzić musiałam – nie miałam innego wyjścia. Po 24 godzinach od porodu miałam lekką traumę, w sumie trudno to nazwać traumą – bardziej byłam przerażona faktem bycia z tym wszystkim sama.

Karolina

Jestem kobietą, mamą, partnerką, która dzięki temu miejscu chce pokazać siebie i to jak postrzegam otaczający mnie świat. Mam 26 lat, kochającego partnera, oraz 5 letniego, niesfornego, lecz cudownego syna.

Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Life by Kadia
4 miesięcy temu

Też miałam poród samotnie, ponieważ zaczęło się niespodziewanie i nie było czasu na by zadzwonić po ojca dziecka 🙂

Karolina
4 miesięcy temu

Nie dziwię się twojemu przerażeniu w byciu mamą. Myślę, że większość kobiet tak ma, choć nie mogę być pewna. Mnie przeraża wszystko. Ciąża, poród, bycie mamą, wychowanie… Nie wiem kiedy ja zdecyduję się na ten odważny krok. Już kilka lat po ślubie, a tu tylko rodzinka z pieskiem 🙂

Kasia
Kasia
4 miesięcy temu

Dziękuję, że podzieliłaś się tym doświadczeniem ❤